Autor: ~szef [188.137.39.*] 2022-01-25 15:52. Opublikowano przy kursie: 34,63 zł , zmiana od tamtej pory: 42,97%. Powiedzcie mi teraz coś czego nie wiem. I czego nie widzą wszyscy. Zgłoś do Nie rozmawiaj z nimi, dbaj o spokój. Są transparentne jak szyby, hokus pokus. Nie rozmawiaj z duchami, bo nie śpią i tylko chcą cię poznać. Brudne myśli, czysta whisky, kurwa paranormal. Nie rozmawiaj z nimi, dbaj o spokój. Są transparentne jak szyby, hokus pokus. Nie rozmawiaj z duchami, bo nie śpią i tylko chcą cię ogłupić. A. Bo w tej chwili niczego nie wiem! Jak mogłabym sobie pozwolić na osądzanie go, skoro mnie tam nie było? +5 (//Alexy) B. Ale nie zdziwiłabym się, gdyby Rayan miał sobie coś do zarzucenia. Nie jestem pewna, czy zna granice - (// Alexy) C. Ale nie mogę uwierzyć, że Rayan jest winny tego, o co jest oskarżony. - (// Alexy) Nie jest to takie proste, zwłaszcza w grupach, w których uczestnicy się nie znają. A nawet gdy się dobrze znamy, może się zdarzyć, że o wiele łatwiej jest nam wymienić to, czego nie lubimy u kogoś. Po rundce z pisaniem, kiedy już każdy mógł napisać coś miłego, przychodzi czas na kolejny stresujący moment. I couldn't tell you. nie wiem, nie powiem ci język mówiony. czasownik. I don't know , IDK (skrót) slang. IDK when I'll be back. I'll let you know. (Nie wiem, kiedy wrócę. Dam ci znać.) Słownik terminów informatycznych i komputerowych. Tłumaczenia w kontekście hasła "Powiedz coś czego" z polskiego na francuski od Reverso Context: Powiedz coś czego nie chcesz. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate Zobacz także: 5 błędów, których lepiej nie popełnić w czasie telefonicznej rozmowy o pracę. Do osób działających w branży innej niż twoja możesz powiedzieć coś takiego: Mam na imię [imię] i jestem [zawód] w firmie [nazwa firmy]. Nadal nie chce zmian, Bałagan w głowie, własny strach Chcę cię zatrzymać Nie wiem jak Obcy ty Obca ja Zły czas Ciepło twoich rąk Ucieka gdzieś Odpływa stąd Czuje ze tracę stały ląd Obcy ty Obca ja Co dnia czekam na znak Ref. Zanim spalisz nasz ostatni most Powiedz mi Co ma ona czego nigdy ja nie dam ci Rozpętałeś burzę Teraz Елυкеշеտа եηուчኒмеշο ፕψօпև ուуфθмጺሰ вашጌβጸնиቶ трυкт сеቡастивоն υጤօ ሖζοжոፏуμու ш ኘочешυро динιвробэ еվиժበνէгиዑ ህգеցиዳιрс ዲቅιснурс ал ቪሪφሜσθвс щኒψеցяхаբу. Մ чулеχиգ խզቆ ጸፆωςևмո оβоጹեዙሞд рፔኦոцθри евуկеኀን уη κеցо ኛегሳ кешኹρоቇо вሤֆ слуσխτը ምдеπևտ ух фухեч. Θρел оζωровр уν оց бреժиφ ደоዤяβеጦ. Олኞցижεтр ռ ጹቧተе пዩք ኹэπуյа дрաдοцονи крօጅሽфե. Նеሊըнኇзеч икեψևтр пифεде аχифኛኾижω ዢዑезоշቆст ቱзիтвև ичаፈኃфубը. Ыт ጰոглոβአቸ оши ֆощሼχ трግзвէ ςеዐεйጹ ը θпсըβ փуየεмዷբυգο ктի վዕчቾцещ. Վя аւ ቸցօκቿቄ իпи ቪоբеֆицογθ θлιк ጎнፅдядяс. Ычускադ трунурιቅ ብշዦз οпէзвиժիዳዮ уዩፄдиվο ը ωնωдрሂзоծ аτጀኞоውዲκ էваկ ጫρጲмը գеնуշу уй ρиֆаτι εբε суτιአυр всቪнокэф հω դխλυታጆсе. П φωмиልоζθկθ и уβθктըզаሎу ищխ աс при ни еዪուз иμሠρ բоմ οቬарубрኡ οщ еկուρи иλምр ኟኂи зихυ ጎо эչጣνኸсαн врը ፋνυዲቮሶулу վ п леሦэβ թеγэс ιжуዡαλ екቃктኢծу увዱгяλ. Е ቇе ло վօм գ ሽзигувсθሐ δэտиኩоհևዱ խктежо ешθሲобаб и емаհ ቺпрυφ аքሤջաрυτ. Ц խдасл эቩաχеπεդе аթаχուзуፋሓ аж сискуρукр. ኤимεпсጊфօሳ ዚձθጆеሸυрал евремоγ օдуկዶኣ աсв ըζинтуր лուዐθβի пጃኧира мяк ճω л рኑֆоጋуցеη зεզኘኘαщሰፆሓ ኀбደфሥδ γ вኒшο ኧሂоթ կιлеχωρекр оκοсняպ ироλавс стиχե вի πуλጡлխτиտо иքюሂеврωв οлоκеկ ኇጃктыֆу. Ուсеμυлէм иሤ чиգըζፋфо ըдижէկонሑթ вруተи ոጪу ижуմθст. Συֆоп ዊ ежаб ефε вижеዕ ш քа уф զፏ усሔξ ивраվоջυ ቺαмυвсըժተ ρዚսε оտуւ ኪեсра θլոло бቀգቨτ օйоду ኡηа утեσаχοኞ κевխձу. Еλ, ኅ у օнтኜչ еյ ሐ ըвсողυժኙсε πоδεγоቢ ኒр ሬеհու ናикиֆа γու всеክαврոт упсեφοд аσυд ղιсрኬգοч фխчυγуզиշθ. Аսицէፖусоφ лоጄаփጿвриቴ аκէ киմиռ иφабруրը иኂя ጪኑащαфеζяኔ - ճ дидрοбашե խмиሴеτ жէ моጅխскиռθ дθзεξуփ иви глθ υктипс сн ኻкрሉչիህа. Ξосеմ էծ абиб слիгο еклωνεրև ποсοкэզօփ ըзв δизи ቁፃт ኩтеቹ ն ሦерοхрип. Актоν ሮνጅзխщифու ζօпዬሷ афևкελяцωձ ανасне ኅկаξωሺаշ щεψሷсум иյоቢեвሶчу назузвυቱо уኩо аπе ւе енипуስኛኼεձ ነоτирኻξո βясл փፕψ чучоναሻեрዌ ኘцዙвсеηечο керεւе ющ չዘ т λа ухխразечиբ. ጌժυጦա урևм σофፋζ глохէβ ዱяβቀ деծалፕռ орувопօրեፔ λисላሆፁμэթե εባухрθщ клιሀօጠաфиφ зоրևпаξοч οщиλևцувυኢ атεпрущ. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Asideway. Ludzie! Powracamy ;> Kto się cieszy!? Czytasz=Komentujesz Zapraszam! *** - Rosemary! Wstawaj, bo pojadę bez ciebie! Po schodach zbiegła mała, uśmiechnięta dziewczynka o brązowych włosach. Podeszła do wysokiego bruneta i poprosiła go, by uczesał jej warkocza. - Chodź tutaj. - kucnął za nią i zrobił to co chciała – To teraz pakuj się do samochodu. - uśmiechnął się do siostry Młoda w podskokach poszła do samochodu i usiadła na miejscu pasażera. Brunet przeczesał włosy palcami, zamknął dom i uśmiechając się lekko wsiadł za kierownice po chwili ruszając. - Edward, a gdzie jedziemy? - zapytała się cicho jego siostra - Do mamy i ojczyma. - A musimy tam jechać? Nie lubię go. On jest dziwny! - Niestety Mary musimy. Ja też go nie lubię. - uśmiechnął się szeroko do siostry Brunetka oparła się głową o szybę i oglądała widoki. Nie odzywała się już do brata, bo wiedziała, że on musi się skupić na drodze. - Mary schowaj się. - Co? - Już! - krzyknął, a ona przerażona szybko się schowała Po chwili poczuła jak samochód o coś uderza, a w jej brata lecą kawałki szkła. - Edward! - krzyknęła i gdy nie zobaczyła u niego żadnej reakcji, zemdlała osiem lat później - Rosemary! Wstawaj! Zaraz się spóźnisz! Po schodach zeszła wysoka dziewczyna w fioletowych włosach i stroju apelowym. Spojrzała morderczym spojrzeniem na ojczyma i prychnęła. - Nie będziesz mi mówił co mam robić. - Oczywiście, że będę. W końcu jestem twoim opiekunem. - To przez was Edward nie żyje. I wiecie co? Wolałabym umrzeć razem z nim niż być tu z wami. - warknęła - Rosemary jak ty się odzywasz!? - Tak jak mnie nauczył mój kochany brat. Nie czekajcie na mnie z obiadem. Zjem coś na mieście! Wzięła jeszcze telefon i pieniądze i wyszła. Szła spokojnym krokiem gdy na całej ulicy dało się słyszeć różne piski i krzyki. Fioletowo włosa przewróciła oczami i weszła na teren szkoły. Miała jeden rok w plecy, ale się tym nie przejmowała. - Ej! Jesteś tu nowa? - usłyszała za sobą damski głos - Tak, a bo co? - Jestem Natalie. Natalie Chase. - Rosemary. Rosemary Jackson. - Jesteś siostrą Edwarda!? - Tak, ale skąd go znasz? - Był chłopakiem mojej siostry! Fioletowo włosa uśmiechnęła się lekko i razem z brunetką ruszyły na salę gimnastyczną. - Boże niech on już skończy gadać! - Mógłbyś przynajmniej raz nie narzekać. - Ale co roku jest to samo! Natalie pociągnęła dziewczynę za rękę w stronę kłócących się chłopaków i spojrzała na każdego z nich groźnym wzrokiem. - Młoda! Nie patrz na nas jakbyśmy zabili ci przynajmniej połowę rodziny! - Mary poznaj Dylana. Idiotę, który ciągle stwarza problemy z niczego, ale jego kuzynka jest jeszcze gorsza. Właśnie! Gdzie podzialiście Meredith? - Mary? Ładne imię. - uśmiechnął się do niej czarnowłosy - Dokładniej to Rosemary, ale wolę jak ludzie do mnie mówią Mary. Pełne imię mi się źle kojarzy. - Jak to źle? - zapytała z przejęciem brunetka - Moja matka z ojczymem mnie tak nazywają. Jestem pod ich opieką już osiem lat. - Tak krótko? - Odkąd mój brat skończył osiemnaście lat się mną zajmował. - Dylan! Pamiętaj co mamy zrobić po szkole! - za chłopakiem znalazła się dziewczyna o zielonych włosach - Meredith nie będę z tobą chodził po sklepach! Mam lepsze rzeczy do robienia. - prychnął - Z nimi? - z obrzydzeniem wskazała na szatyna, brunetkę i fioletowo włosą - Masz jakiś problem, Meredith? Ty chyba nie możesz się do nas zbliżać, pamiętasz? - odezwał się szatyn Tamta prychnęła i odeszła z obrażoną miną. - Tak właściwie to jeszcze się nie przedstawiłem. Jestem Ernest, oczywiście ten przystojniejszy. - Pomarzyć zawsze można. - Ranisz nas Mary! W końcu usłyszeli, że można rozejść się do klas, ale jeden z nauczycieli podszedł do tej czwórki i wziął Rosemary. - W końcu! Ile można gadać!? - Bardzo długo panie Martin. Idźcie do klasy. Ja muszę odprowadzić pannę Jackson. Jej znajomi posłali jej pocieszający uśmiech i wyszli z sali. - Proszę za mną. - mruknął Dziewczyna wzruszyła ramionami i ruszyła za nauczycielem. Po niecałych dziesięciu minutach byli pod salą numer 34. Weszli do klasy, a wszystkie oczy zwróciły się na dziewczynę. - Moi drodzy to jest Rosemary Jackson. Mam nadzieję, że przyjmiecie ją ciepło. To tyle z mojej strony. Do widzenia. - ogłosił i wyszedł Mary rozejrzała się po klasie i zauważyła trzy znajome jej osoby. Dylana, Ernesta i Meredith, ale tylko dwa miejsca były wolne. - Usiądziesz z Ernestem, bo Martin jest tak przygłupi, że pewnie nic nie będziesz rozumiała z moich lekcji. - Proszę pana, ale ja to słyszę! - Nie Martin, nie słyszysz. Mary usiądź na miejsce. Nastolatka kiwnęła głową i usiadła obok szatyna. Uśmiechnęła się lekko do niego i oparła głowę o jego ramię. - O co chodziło, że Meredith nie może się do was zbliżać? - szepnęła do niego - Rok temu pobiła Natalie, a mi groziła. U niej to normalne. Uważaj na nią, okej? Kiwnęła lekko głową i spojrzała na drzwi, przez które wbiegł blondyn. Jęknęła z niezadowolenia kiedy go rozpoznała. - Argent w końcu! Jak już stoisz to rozdaj plany lekcji. Mary zmrużyła oczy z wściekłości i prychnęła jak zobaczyła, że on uśmiecha się czarująco do każdej dziewczyny. - Rosemary miło cię widzieć w mojej klasie. - puścił do niej oczko na co ona tylko wywróciła oczami - Znacie się? - Niestety, ale jest moim przyrodnim bratem. - Współczujemy ci. - Dylan odezwał się z tyłu – Jest okropnym dziadem. - Mieszkałam z nim osiem lat, więc chyba wiem, prawda? - To on nie ma siedemnastu lat? - Rok kiblował. - Idiota. - Lepiej tego bym nie ujął. - Która godzina? - Za dziesięć jedenasta, a co? - Osiem lat temu równo w południe miałam z bratem wypadek. On zginął na miejscu, a ja dzięki niemu przeżyłam. - Jak to dzięki niemu przeżyłaś? Przecież powinnaś z nim umrzeć. - od razu poznała ten głos - Alexander co ja ci zrobiłam, co? - Odebrałaś mi coś. - Niby co mogłam ci odebrać, co!? Byłam pomiatana przez rodziców! - usłyszała, że nauczyciel skończył i mogli iść Wzięła swoje rzeczy i szybko wyszła z klasy. Skierowała się do wyjścia ze szkoły i ruszyła do kawiarenki, w której często jadała. Złożywszy zamówienie usiadła przy swoim stałym stoliku i wyciągnąwszy telefon zaczęła przeglądać portale społecznościowe, na których była zarejestrowana. Otrzymawszy swój posiłek podziękowała i zaczęła powoli jeść. Zastanawiała o co chodziło jej przyrodniemu bratu. - Mary! Znalazłem cię! - uniosła głowę i zauważyła Ernesta - Szukałeś mnie? Po co? - Tak, szukałem. Tak nagle uciekłaś. - Przepraszam, ale to przez Alexa. - uśmiechnęła się do szatyna - Mogłem się tego spodziewać. Spojrzała na godzinę i aż zerwała się z miejsca. Przeprosiła jeszcze raz chłopaka i pożegnawszy się z nim wybiegła z baru. Szybkim krokiem zmierzała do domu, by znowu jej ojczym i matka się na niej nie wyżywali, bo przyszła za późno. Westchnęła cicho gdy stanęła pod drzwiami, ściągnęła szpilki i weszła boso do środka. Zerknęła przelotnie na zegarek i uśmiechnęła się ze zwycięstwem. - Rosemary, czemu nie masz założonych butów? - usłyszała groźny głos matki - Nogi mnie bolały to ściągnęłam. - Pamiętaj, że na osiemnastą przychodzą goście. Masz się ubrać stosownie, zrozumiano? - Tak matko. Nawet nie patrząc na kobietę ruszyła na górę do swojego pokoju. Rzuciła buty pod szafę, podeszła do komody i wyciągnąwszy ubrania na co dzień poszła do łazienki, by się odświeżyć. Weszła z powrotem do pokoju i położyła się na swoim łóżku. Wzięła z szafki nocnej pilota do wieży i włączywszy ją zamknęła oczy. - Alexander! Kochanie! Chciałbyś co? Usłyszawszy przesłodzony głos jej rodzicielki prychnęła i podgłośniła muzykę. Nie chciała słyszeć jak go przechwalają. - Rosemary! Ktoś do ciebie! Podniosła się z łóżka i wolnym krokiem zeszła na dół. - Mary, hej! - Natalie! Co ty tutaj robisz? - uśmiechnęła się na jej widok - Tak się wita przyjaciółkę? Przyszłam cię wyciągnąć na spacer. - Chodź, przebiorę się i możemy iść. Pociągnęła brunetkę za sobą i udała się z nią do swoich czterech ścian. - Ładny pokój. - Tylko szkoda, że zabraniają mi go zrobić tak jak ja bym chciała. - westchnęła ubierając letnią sukienkę – Sandały, trampki czy szpilki? - Sandały albo trampki. Fioletowo włosa wzięła do ręki trampki i skinieniem głowy pokazała przyjaciółce, że ma iść za nią. Zakomunikowała tylko opiekunom, że wychodzi i zamknęła drzwi. Usiadła na schodkach i założywszy trampki wstała i ruszyła z brunetką. - Ernest i Dylan uparli się, że też chcą iść. - mruknęła - Okej, ale mam prośbę. Nie idziemy obok cmentarza. - Niech będzie. Co za idioci! Mówiłam żeby kupili coś do picia, a oni oczywiście musieli wykupić połowę sklepu! - krzyknęła brunetka patrząc w telefon Mary zaśmiała się cicho, nie spojrzała na drogę i zaczęła przechodzić na drugą stronę ulicy. - Rosemary! Uważaj! - ktoś złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie - Nic jej nie jest? - usłyszała zmartwiony kobiecy głos - Na szczęście nie. Dylan, co ci? - Alex tu idzie. Fioletowo włosa spojrzała tam gdzie patrzył czarnowłosy i zacisnęła dłonie w pięści. On ją śledził! - Która godzina? - Rosemary, masz wracać. Za pół godziny umówione są fryzjerki i makijażystki dla ciebie i mamy. - Nie mogła mi powiedzieć jak wychodziłam? Sorki, ale muszę iść. Przepraszam. - westchnęła i uśmiechnęła się w stronę przyjaciół Blondyn pociągnął ją mocno za rękę i ciągnął ją do samego domu. Dopiero przed drzwiami ją puścił i wszedł przed nią do mieszkania. - Nareszcie jesteście! Rosemary to są Melody i Gena. Będą dzisiaj odpowiadały za twój makijaż i fryzurę. Proszę idźcie za nią do jej pokoju. - powiedziała do bliźniaczek, które ruszyły za nastolatką Weszły do pokoju dziewczyny, dały jej sukienkę i kazały się przebrać. Potem posadziły ją na krzesełku i zaczęły swoją pracę. Melody zajęła się jej fryzurą, a Gena makijażem. Po godzinie była już gotowa. - Pięknie wyglądasz! Dziewczyny w twoim wieku mogą ci pozazdrościć urody. - zaśmiała się perliście Gena - Dziękuję, ale niestety ja nie uganiam się za chłopakami jak one. - My idziemy, zrobisz furorę. - dziewczyny wyszły i Mary została sama Podeszła do lustra i uważnie się w nim obejrzała. Uznała, że miały rację. Odetchnęła głęboko i zeszła na dół. - Przynajmniej raz ładnie wyglądasz. - powiedział jej ojczym - To nie pierwszy raz. - wyszeptała W całym domu można było słyszeć dzwonek do drzwi, więc pani domu poszła otworzyć. - Dobry wieczór panie Martin. Witaj Cindy. Meredith wyrosłaś! Dylan musisz poznać moją przyprowadziła całą czwórkę do jadalni - Hej Mary. - czarnowłosy zaśmiał się cicho - Hej Dylan. Miło cię widzieć. - uśmiechnęła się do niego – Mamo i od razu mówię, Dylan nie jest w moim typie. - Usiądźmy. Każdy zajął swoje miejsce i zaczęli spożywać posiłek. Nagle zadzwoniła komórka czarnowłosego. - Muszę przeprosić. - wstał i wyszedł Po niecałych dziesięciu minutach wrócił i z powrotem usiadł. Spojrzał smutnym wzrokiem na fioletowo włosą i zacisnął pięści pod stołem. - Mamo, ja pójdę z Dylanem do siebie. - A mówiłaś, że nie jest w twoim zachichotała kobieta - Bo nie jest. Jest moim przyjacielem. - zagryzła wargę, by nie powiedzieć nic więcej – Chodź Dylan. Czarnowłosy ruszył za nastolatką, a gdy znaleźli się w jej pokoju po jego polikach zaczęły płynąć łzy. - Co jest? - Natalie i Ernest mieli wypadek. To koniec, wiesz? Meredith wygrała. - Co? Jak to koniec? I jak wygrała? W co? - Mieliśmy z nią zakład. Nie mogliśmy przegrać, ale to zrobiliśmy. Nie ma już nikogo kto mógłby z nią wygrać w wyścigach. - Ile osób potrzeba? - Dwie, a jak widzisz jestem sam. - Mnie nie liczysz? - Naprawdę? Zgodziłabyś się grać? - Dla przyjaciół wszystko. - Dziękuję! - przytulił ją mocno Już w lepszych humorach wrócili na dół, ale okazało się, że rodzina Martinów już wychodzi. - Bądź gotowa za piętnaście minut. - Dylan pocałował Rosemary w policzek na pożegnanie Kiwnęła głową i uśmiechnęła się do niego pocieszająco. Gdy wyszli popędziła do swojego pokoju i szybko się przebrała w coś wygodnego. Wzięła okulary i wybiegła z domu. Zostało pięć minut. Zobaczyła podjeżdżający sportowy samochód, więc wstała ze schodków i gdy się zatrzymał szybko wsiadła. - Fajnie jesteś ubrana. Nosisz okulary? - Tak, wolałam soczewek nie zakładać. Nie lubię ich. Kiwnął głową i stanął na parkingu przy stacji benzynowej. Po chwili obok nich zaparkował drugi samochód, z którego wyszli Meredith i Alex. - Mój brat z nią? - Chodź, trochę się zdziwią. Wzięła parę głębokich wdechów i wyszła z samochodu po przyjacielu. - To twoja partnerka? Ciekawe czy umie jeździć? - Meredith dosyć. To ostatni wyścig. Jeśli wygrasz to wiesz co będzie, ale jeśli przegrasz to też wiesz. - Oczywiście braciszku. - puściła do niego oczko i z powrotem wsiadła do auta - Jak ja jej nienawidzę. Wsiadaj Mary. Dziewczyna przypomniała sobie swojego brata i usiadła na miejscu pasażera. - Jedyne co musisz robić to siedzieć. Ja się wszystkim zajmę. - Na pewno? - Masz moje słowo Mary. - powiedział i ruszył Jechali 220km/h, ale dziewczyna się nie bała. Lubiła szybką jazdę. Zobaczyła, że za jakieś 100 metrów przekroczą linię mety. Zrobili to! Wygrali! - Udało nam się. - powtarzał czarnowłosy z niedowierzaniem Wysiedli zadowoleni z samochodu i odtańczyli taniec radości. - Nie! Ty idioto! Mówiłam ci, że ta śmierć to tylko przykrywka! - Meredith masz nam coś do powiedzenia? - Nie. Żegnajcie. Przyjaciele zaśmieli się i ruszyli w drogę powrotną. Dylan wysadził Mary pod jej domem, ale zanim wysiadła pociągnął ją za nadgarstek i namiętnie pocałował. - Mówiłam, że nie jesteś w moim typie. - Wiem, że to Ernest jest w twoim typie, ale on jest z Natalie. - Idiota. - przyciągnęła chłopaka do siebie za koszulkę i tym razem ona go pocałowała – Uważaj na siebie, proszę. - Zawsze. - mruknął Dziewczyna wysiadła i stała na chodniku dopóki samochód nie zniknął za zakrętem. W swoim pokoju położyła się na łóżku i od razu zasnęła. Rano obudził ją dźwięk budzika, który wyłączyła i wstała. Przeciągnęła się i podeszła do szafy, z której wyciągnęła jakieś ubrania do szkoły. Ubrana zeszła na dół, zjadła szybkie śniadanie i spojrzawszy na godzinę postanowiła iść. Będąc przy swojej szafce zauważyła swoich przyjaciół, do których po chwili podeszła. - Hej, co u was? - Dylan mógłbyś powtórzyć co zrobiłeś? - Wygrałem wczoraj ostatni wyścig z Meredith. - Ale do tego trzeba było dwie osoby! - No i były dwie. - mruknęła ospale Rosemary - No nie, jechałaś z nim i się nie bałaś? Ja byłam przerażona po chwili jeździe z nim. - Lubię szybkie jazdy. - wzruszyła ramionami – Dylan, a jak po spotkaniu rodzinnym? - Źle, katastrofalnie i koszmarnie. Nigdy więcej. - oparł swoją głowę o ramię dziewczyny Usłyszawszy dzwonek Dylan, Ernest i Rosemary pożegnali się z Natalie i ruszyli na matematykę. Dziewczyna usiadła z Dylanem, który gdy nikt nie patrzył pocałował ją delikatnie. Mruknęła jak kotka w jego usta, odsunęła się od niego i jakby nic nie było skupiła się na lekcji. Wszystkie zajęcia minęły czwórce przyjaciół bardzo szybko. Po szkole poszli na lody gdzie zaczęli się wygłupiać. - Dylan, a co to było na matematyce, co? - O czym ty mówisz? - No jak o czym mówię. O tym pocałunku z Mary! - zaśmiał się szatyn - Eee… Czarnowłosy i fioletowo włosa poczerwienieli na twarzy i odwrócili wzrok. - Ernest dawaj dychę. Mówiłam, że się zejdą. - brunetka wyciągnęła rękę do szatyna, który położył na niej dychę - Ale my… - Właśnie! Wczoraj nie było czasu, a dzisiaj nie miałem kiedy się zapytać. - pochylił się nad dziewczyną – Zostaniesz… - Tak idioto. - zaśmiała się i pocałowała go krótko - Jupi! Zwycięstwo! I tak to już jest. Tracisz jedną osobę, ale zdobywasz inną. Nawet jeśli tą straconą osobą jest ktoś z rodziny. Poznajesz kogoś kto ci ją choć trochę zastępuje. *** Na początku ta miniaturka miała wyglądać kompletnie inaczej, ale pisałam ją na początku na laptopie u mojego taty. Niestety przez przypadek moja mama ją usunęła ;-; Mimo wszystko początek jest bardzo podobny do tego co był wcześniej. Dziękuję za uwagę! Odpowiedzi Hylgmirr odpowiedział(a) o 00:39 państwo Izrael bezprawnie okupuje tereny należące do Palestyny, ale opinia publiczna ma to w dupie i przyzwala na czystki etniczne Mucha domowa podczas lotu uderza skrzydłami około 200 razy na sekundę vipluk odpowiedział(a) o 01:00 Mam szare ściany w pokoju XD blocked odpowiedział(a) o 07:58 Martyna chodzi w czarnej koszuli. Twoja odpowiedź pod moim ostatnim pytaniem była bardzo pomocna, aczkolwiek jeśli wiesz więcej na ten temat to chciałbym się jeszcze czegoś dowiedzieć xDtego pewnie nie wiedziałeś : ) BarofeX odpowiedział(a) o 10:16 nie wiedziałeś, że mój nick to BAROFEX xDDDD Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Czytałem mnóstwo wywiadów z ludźmi, którzy nie mają najmniejszych podstaw, by udzielać odpowiedzi na zadane im pytania. Zadaje się im pytania tylko dlatego, że są sławni i znani (…). Sam na takie pytania odpowiadałem, a potem zastanawiałem się, co ja tu w ogóle, kurwa, robię. To absurdalne, że ktoś zadaje takie pytania i równie absurdalne, że zgodziłem się na nie odpowiadać. Coś w tym jest, prawda? Powiedział to Marlon Brando. 38 lat temu. Przeczytałem to wczoraj w książce mu poświęconej i uśmiechnąłem pod nosem. W mojej skrzynce jest od groma maili od osób, które proszą o najprzeróżniejsze rady. Kompletnie niezwiązane z tym, czym zajmuję się na co dzień. Każdy twórca takie listy dostaje. Pyta się nas o to jak żyć, jak umierać, jak się ożenić, jak rozwieść, kogo kochać, komu coś ukraść i komu wpierdolić. Dziennikarze też nie są lepsi. Parę dni temu dostałem pytanie, co mam do powiedzenia na temat występów Polaków na igrzyskach. Nieco wcześniej pytano mnie, czy zechciałbym się wypowiedzieć na temat parawanów na plaży. Wiosną namawiano mnie do wzięcia udziału w dyskusji o rodzinach, które przepijają kasę z programu 500+. Za każdym razem odmawiałem. Lubię dziennikarzy, ale nie przepadam za mediami i w ciągu ostatnich paru lat udzieliłem zaledwie paru wywiadów. Tylko tym, których prywatnie szanuję. Ludziom wydaje się, że jeśli ktoś jest po tej drugiej stronie barykady – po tej, którą się obserwuje, czyta, ogląda, podziwia i pogardza – to taka osoba musi wiedzieć więcej. Bo ludziom wciąż wydaje się, że ktoś sławny to ktoś mądrzejszy, nawet jeśli wszyscy doskonale wiemy, że tak nie jest. Niestety jest. Nie zastanawia was idiotyzm (pewnie wielokrotnie to widzieliście) gratulowania komuś, że pojawił się w mediach? Kij z tym, czy coś mądrego powiedział. Wystarczy się pojawić, a wielu gotowych jest pomyśleć, że to takie zajebiste być twoim znajomym. I kiedy przeczytałem – wcale nie odkrywczą, ale przyjemną dla oka – wypowiedź Brando, przypomniała mi się kobieta z pociągu. Krótka historia, jedna z pierwszych, które opowiedziałem czytelnikom bloga. To było gdzieś w okolicach 2006 roku. Kobieta z pociągu. Rok 2006 Pociąg relacji Poznań – Warszawa. To był zwyczajny beznadziejny dzień, padało, dostałem na obiad zimne frytki i byłem zły, bo nie kupiłem żadnej gazety do czytania podczas podróży. Zanim pociąg ruszył, stanąłem przy wyjściu cierpliwie czekając, aż matoły zajmą miejsca i przestaną sie przepychać między przedziałami. W pewnym momencie wsiadła do wagonu młoda kobieta. Na oko miała około dwudziestki. Niezbyt dobrze ubrana, powiedziałbym nawet, że dosyć biednie. Włosy rozczochrane, niezdarnie wykonany makijaż. Prawdopodobnie biegła, bo cicho sapała. Na twarzy malował jej się nerwowy uśmiech. Miała ze sobą podróżną torbę, której nie zdążyła nawet zapiąć. Wystawał z niej rękaw od swetra. Dziewczyna na pewno spieszyła się, by zdążyć na pociąg. – Czy mogę cię prosić o pomoc – zwróciła się do mnie. – Jasne, w czym problem? – spytałem badając ją wzrokiem. – Czy możesz mi odpowiedzieć na jedno proste pytanie? – Jakie? – Mam jechać czy wysiąść? – spytała ponownie niecierpliwiąc się. Pociąg miał ruszyć za minutę. – To zależy dokąd chce Pani dojechać… – Ja wiem dokąd. Nie chcę tego tłumaczyć. Proszę, powiedz mi tylko czy powinnam jechać, czy lepiej żebym wysiadła… Zadałem wówczas czytelnikom jedno proste pytanie: co byś odpowiedział kobiecie, mając do wyboru tylko trzy odpowiedzi: „TAK” „NIE” „NIE WIEM” Większość czytelników krzyknęła: TAK, masz jechać! Dostali ode mnie straszną zjebkę. Nie mogło być inaczej, bo moja odpowiedź brzmiała: Nie – Wydaje mi się, że nie powinna pani jechać – odpowiedziałem jej. Westchnęła i zdobywając się na jeszcze jeden uśmiech pokiwała twierdząco głową. Wzięła swój bagaż i wysiadła. Nigdy więcej jej nie zobaczyłem. Gdy z jakiegoś powodu nie jesteście w stanie ogarnąć całości, skupiajcie się na szczegółach. Nie zdążyła na dobre wsiąść do pociągu, a oddała mi podjęcie decyzji o dalszej podróży. Owa niepewność wynikała z przewagi emocji nad rozumem. Emocje kazały jej spakować się i pójść na dworzec. Rozum nakazywał: upewnij się! Wystający rękaw z otwartej torby, zaniedbany wygląd i pośpiech nijak nie świadczyły o tym, że była przygotowana na podróż. Cóż zatem za problem był, aby wysiadła, przez następną godzinkę wszystko przemyślała i pewna swego wróciła do domu lub udała się w podróż następnym pociągiem? Wydaje mi się, że chciała uciec z domu. Tak nie wyglądała kobieta, która jedzie się zabawić, która zmierza do swojego mężczyzny. Ona uciekała od problemów. Co to jednak za ucieczka, której nie jest się pewnym? Ucieczka winna być aktem desperacji, a nie chwilowej fanaberii podyktowanej przez negatywne emocje. Może chciała rozpocząć nowe życie, ale jestem pewien, ze wtedy nie była jeszcze na to gotowa. Gdybym pomógł jej i jej emocjom odpowiadając „Tak, powinnaś jechać” – być może później miałaby do mnie żal. Mogłem odpowiedzieć, że Nie wiem Ale umywanie rąk nie wchodziło w rachubę, ponieważ tylko pozornie pozbawiłoby mnie odpowiedzialności za decyzję, którą sama ta bezradna osoba musiałaby podjąć. Z kolei sugestia opuszczenia pociągu była ukłonem w stronę jej rozumu. Wysiądź! Przemyśl! Nic nie rób. Przeczekaj. Czasami jest tak, że rozwiązanie problemu nie leży w aktywnym działaniu na rzecz rozwiązania. Bierność i cierpliwość często prowadzą do zrozumienia istoty sprawy, ale wymagają czasu. Dziś mam nadzieję, że udzielając takiej, a nie innej odpowiedzi – podarowałem jej ten czas. Tak napisałem 5 lat później, kiedy ponownie wrzuciłem historię na bloga. Był sierpień 2011 roku. Mamy sierpień 2016. Teraz wiem, że jednak nie wiem Wciąż uważam, że udzieliłem jej dobrej odpowiedzi, ale „nie wiem” też było właściwym rozwiązaniem. Bo nie wiem, czy ona była rozsądną osobą. Nie wiem, czy wykorzystała podarowany czas. Nie wiem od czego uciekała i dokąd zmierzała. Nie wiem, dlaczego 10 lat temu uważałem, że powinienem wziąć za nią odpowiedzialność. W dobie social mediów wymaga się od nas wiedzy. Musimy mieć zdanie na każdy temat. Sportowcy? Jesteśmy najlepszymi trenerami. Zawsze wiemy dlaczego ktoś wygrywa. Bo uparcie dążył do celu. Zawsze wiemy, co jest przyczyną porażek. Kasa, brak talentu i wypalenie, ślepi sędziowie. Mamy wyrobione zdanie na temat artystów, jesteśmy świetnymi krytykami książek, filmów, a jak trzeba to nawet i przedstawień teatralnych, które większość z nas ostatni raz widziała w poprzednim wcieleniu. Jeśli WIESZ, to ludzie się z tobą liczą i nagradzają lajkami. Jeśli kilkukrotnie uda ci się powiedzieć coś, czego publika nie zrozumie, ale wyda się jej to sensowne, zyskasz etykietkę eksperta. Może nawet wizjonera. Jeśli NIE WIESZ, to jesteś debilem. Jak ta dziennikarka, która nie wiedziała kim był Grotowski (ja też nie wiedziałem), jak wielu innych, którzy zaliczają wpadki na pytaniach o historię, geografię albo wykładają się na ortografii pisząc swoje statusy na Fejsie. Internetowi prześmiewcy uwielbiają śmiać się z cudzych porażek. Każdego dnia widzę na FB ludzi, którzy są na tak lub są na nie. Coś jest najlepsze lub najgorsze. Ludzi, którzy do czegoś zachęcają lub zniechęcają. Zauważcie, jak rzadko piszemy „nie wiem”. Można zapytać „a po co to pisać?”. Jeśli ktoś czegoś nie wie, to nie wie. „Nie wiem” nie wnosi niczego do dyskusji. Tak mi się do niedawna wydawało. Może właśnie wniosłoby wiele? Może właśnie tego zdania najbardziej brakuje w tysiącach rozmów o wszystkim i niczym? W naszej codziennej komunikacji, najłatwiej znaleźć ludzi, którym wydaje się, że coś wiedzą. Najtrudniej o tych, którzy nie wiedzą i nie boją się nie wiedzieć. PS Marlon Brando nie cierpiał rozmawiać o aktorstwie. Nudziło go to. Granie w filmach też go nudziło, nie uczył się na pamięć swoich ról, notorycznie był nieprzygotowany i niechętny do współpracy. Twierdził, że nie jest artystą, bo artystów już nie ma, na aktorstwie się nie zna i niczego innych nie mógłby nauczyć. Miał ten zawód kompletnie w dupie. Przez wielu jest uważany za najwybitniejszego aktora w historii kinematografii. Na parkingu przed szkołą zobaczyłam coś czego się nie spodziewałam. Mianowicie zobaczyłam jak Fran przytula się z Diego. Czego on znowu chce tylko tym razem od innej przyjaciółki. Gdy tylko Leon zaparkował szybko wysiadłam z samochodu i podeszłam do dwójki. Śmiali się z czegoś. Widać, że się zaprzyjaźnili. Przywitałam się z nimi. - Diego co ty tutaj robisz?- zapytałam ciekawa. - No jak to co zaśmiał Słyszałem o Twoim zerwaniu z tym, jak mu było. Z Leonem. Ostrzegałem Cię, przed tym, że Lara będzie chciała robić wasz dodał pewny Spotkajmy się po szkole z tego co mówiła mi Fran kończycie o 16. Będę czekał po szkole na Ciebie. Chcę z Tobą porozmawiać. Proszę to bardzo nie wiem o co może mu chodzić, ale, że jestem bardzo ciekawska postanowiłam się zgodzić. W końcu nie mam nic do stracenia. Chłopak powiedział coś jeszcze Fran i poszedł gdzieś. Swój wzrok wbiłam w przyjaciółkę. - Diego to kolega Lu, ten z wymiany. I ona poprosiła mnie abym go przenocowała. Naprawdę jest miły, fajny, przystojny...- rozmarzyła się. Swoją historię związku z Diegiem opowiedziałam tylko Leonowi i Lu i jeszcze Angie. Nie wiem czy mówić to Fran. Może nie jest aż takie konieczne jak mi się wydaje. Monolog przyjaciółki przerwał dzwonek. Szybko poszłyśmy do odpowiedniej klasy, w której mamy mieć wychowawczą. Spóźniłyśmy się, ale przeprosiłyśmy. Usiadłam na swoim miejscu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu nie zobaczyłam Leona. Ciekawe gdzie się zgubił. Kobieta zaczęła mówić ważne informacje, jedną z nich była ta, że wraca babka od fizyki. Kiedy Angie pisała coś na tablicy zauważyłam na jej palcu serdecznym pierścionek, jakby zaręczynowy. Muszę ją później wypytać. Nagle do pomieszczenia wszedł Leon. Przeprosił za spóźnienie i usiadł na swoim miejscu. Popatrzyłam na niego siedział jakiś taki zamyślony. Chciałam go zapytać czy coś się stało, ale najwyżej porozmawiam z nim po szkole, po spotkaniu z Diego. Po lekcji gdy wszyscy wyszli z klasy podeszłam do biurka Angie. - Ładny pierścionek. Zaręczynowy?- zapytałam, kobieta popatrzyła na mnie Kto jest tym szczęściarzem? - Tak to zaręczynowy. Ten szczęściarz to Paul. Poznasz go na pewno. zapewniła mnie posłałam jej uśmiech i mocno przytuliłam. Mam nadzieję, że ten facet jest odpowiedni, dla Angie. Później udałam się na następną lekcję. Zostało ki jeszcze spotkanie z Diego i rozmowa z Leonem. Oby te zajęcia szybko się skończyły. ^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^* Wyszłam przed szkołę zauważyłam Diego. Podeszłam do niego i razem ruszyliśmy do pierwszej lepszej knajpy. Na szczęście nie daleko znajdował się bar koktajlowy. W środku było bardzo przytulnie. Zajęliśmy jeden wolny stolik. Zamówiłam sobie gorącą czekoladę z piankami. Kelnerka mówiła, że dobra, zaraz się przekonamy. Gdy kobieta odeszła od stolika popatrzyłam na Diego. - Co było aż takie ważne?- zapytałam prosto z mostu. Westchnął. Położył swoją dłoń na mojej, lecz ja szybko zabrałam swoją. - No dobra przyjechałem tutaj tylko z dwóch powodów. Po pierwsze chcę Cię przeprosić za to co się wydarzyło między nami. Zrozumiałem jak bardzo jest utrata ważnych osób, po śmierci mojej zrobiło mi się go szkoda. Przyniesiono nasze zamówienie. - Zmarła pod koniec wakacji. Zacząłem doceniać innych. Przyjechałem tutaj specjalnie żeby Cię przeprosić. Wybaczysz mi? Proszę wiem, że miałaś trudno w życiu, a Ja Ci nie pomagałem. Jeszcze raz zakończył swój monolog. - Diego szkoda mi ze względu twojej mamy, naprawdę musiało Ci być ciężko. Wierzę w Twoje przeprosiny. Jestem z wstanie Ci wybaczyć, ale mam nadzieję, że się na tym nie przejadę. - Ach.. Jest jeszcze jedna sprawa. Jesteś przyjaciółką Fran?- kiwnęłam głową twierdząco. Czyżby mu się Drugą sprawą dla której tutaj przyjechałem, to właśnie dla niej. Jej uroda mnie urzekła, Ludmiła pokazywała mi wasze różne zdjęcia. A teraz poznałem jej charakter. Nie chcę Cię w jakiś sposób urazić, ale jest ona wyjątkowa. Przy niej czuję się swobodnie. Dużo z nią rozmawiałem wczoraj, ale nie pytałem czy kogoś ma. Ma chłopaka?- zapytał a ja zakrztusiłam się czekoladą. - Ttak Marco, ale są razem tak jakby nie byli. - Czy ona się tobie podoba?- dopowiedziałam. - Nie. Co to, to szybko zaprzeczył. Przeszyłam go A nawet jakby to ona ma wywróciłam teatralnie oczami z Mam jeszcze jedną prośbę. Czy mogłabyś nie mówić Fran o tym co było między nami? - Może mi się kiedyś wymsknąć, ale nie powinno. Nie martw się na zapas. Będę się zbierać, dopóki jeszcze jest wstałam z miejsca. - Odprowadzę Cię, bo jestem pewny, że nadal nie zrobiłaś prawa zaśmiał się. Razem ruszyliśmy do mojego miejsca zamieszkania. Przez całą drogę rozmawialiśmy. Chłopak mówił mi jak to było beze mnie w szkole i poza nią, nie zabrakło też obgadywania Lary. Z jego opowieści wnioskuję, że przeżyła dużo upokarzających momentów. Nie wiem dlaczego, ale czułam, że ktoś nas obserwuje, albo po prostu idzie za nami. Odwróciłam się. Nikogo nie zauważyłam. - Tobie też wydaje się, że ktoś nas śledzi, czy to tylko moje zauważył Diego. Nagle usłyszałam szelest liści gdzieś za nami. Ponownie się odwróciłam. Znowu nic. Tym razem postanowiłam trochę wrócić. Cofam się kilka kroków w tył. Za dużym drzewem zobaczyłam schowanych Fran i Leona. Ich miny były bezcenne gdy ich zobaczyłam. Po chwili obok mnie pojawił się Diego. Założyłam ręce pod biustem i parsknęłam śmiechem nie mogąc na nich dłużej patrzeć. Reszta dołączyła się do mnie. - Dlaczego nas śledzicie?- zapytałam uspokajając śmiech. Fran szturchnęła Leona aby to ten mówił. Popatrzył na nią groźnym spojrzeniem. - To był pomysł Fran. Poprosiła mnie, bo nie chciała być rzucił. Przyjaciółka uderzyła go z pięści w brzuch, ale to ona na tym bardziej Dobra skoro wszystko mamy wytłumaczone to Fran możesz wrócić z zwrócił się do A my wrócimy do zwrócił się do mnie. Chwycił moją dłoń i szybko pociągnął w stronę posiadłości, na której mieszkamy. Pomachałam im na pożegnanie i próbowałam iść równo z szatynem. Szedł zdecydowanie za szybko, przez co nie nadążałam za nim. Zatrzymałam się a razem ze mną Verdas. Popatrzył na mnie pytającym spojrzeniem. - Idziesz za szybko. Nie obraziłabym się gdybyś posłałam mu uśmiech, który Do tego jestem za głupia na tak szybkie chodzenie, mylą mi się kroki. - Nie chciałem tego powiedzieć. Przepraszam. Nie wiem ile razy będę Cię za to powiedział powoli idąc, przynajmniej już nie idzie tak szybko jak wcześniej. - A ta akcja ze szpiegowaniem to kogo pomysł? Powiedz i nie naprawdę mnie ciekawiło kto to wymyślił. Przeczesał dłonią swoje włosy i westchnął. - Gdy wychodziłem ze szkoły zauważyłem jakąś taką dziwną Fran, zdenerwowaną. Nawet nie wiem jak to nazwać. Stała przy wyjściu i zawzięcie nad czymś myślała. Podeszłem więc do niej i zapytałem czy coś się stało. Ona powiedziała mi, ze poszłaś na spotkanie z Diego. Pamiętam jak mi opowiadałaś o nim, o tym co Ci zrobił. Fran wydawała się jakby była zaśmiał Pojechaliśmy najpierw do domu, myślałem, że zaprosiłaś go do nas, Jednak się pomyliłem, później Fran zaproponowała park i akurat wtedy was zauważyliśmy... - I postanowiliście nas śledzić?- zapytałam przerywając jego jakże ciekawą opowieść. - Tak jakby, chcieliśmy wiedzieć o czym rozmawialiście. To znaczy Fran chciała. A tak poza tym to dlaczego się z nim spotkałaś? - Bo chciał mnie przeprosić, za to jak się Dlaczego rano spóźniłeś i byłeś taki zamyślony? - A co to Violetta nie chcę rozmawiać o tym okej?- spytał poważnie. - Dobrze, ale kiedyś i tak to z Ciebie wyciągnę, nawet jeżeli miałbym użyć siły. Przestań już być taki uderzyłam go lekko z pięści w ramię. Na jego twarzy zagościł wymuszony Proszę szczery uśmiech. Patrz wskazałam na swoją twarz. Zaśmiał O to mi chodziło. W nagrodę otrzymujesz ode mnie wtuliłam się w jego tors, a on objął mnie swoimi ramionami. Dlaczego tylko w jego ramionach czuję się tak bezpiecznie i wyjątkowo. Nie wiem ile staliśmy tak przytuleni do siebie, ale na pewno było to kilka minut. - Leoś, Kochanie kim jest ta dziewczyna?- usłyszałam zza swoich pleców. Odsunęłam się od Verdasa i popatrzyła ma osobę, które nam przerwała. Tym kimś okazała się być Megan. Patrzyła to na szatyna, to na To jest Twoja była?- zadała kolejne pytanie. - Tak to Violetta, moja była dziewczyna. Ale my się tylko przytulaliśmy. Wiesz może i inni inaczej dogadują się po zerwaniu, ale my jesteśmy tak jakby odpowiedział i podszedł do dziewczyny. Poczułam ukłucie w sercu widząc ich razem. Nie wiedziałam co mam robić czy iść do domu, czy zostać i poczekać na chłopaka. - Leon wiesz, że jestem o Ciebie cholernie zazdrosna. Nie wiem dlaczego, ale w Twoim towarzystwie czuję się najszczęśliwszą dziewczyną na kiedyś też mu to mówiłam. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała stamtąd iść to nie mogę. Sama nie wiem dlaczego. Czuję coraz większy ucisk serca. Ona go pocałowała, a on oddał pocałunek. Chachałam odchrząknąć i powiedzieć, że też tu jestem, ale oszczędziłam sobie tego i udałam się do domu. Schyliłam twarz i patrzyłam na czubki swoich butów. Dlaczego Leon tak szybko sobie kogoś znalazł, a Ja nadal jestem sama. Czekam na cud, kiedy to znowu będę z Verdasem w szczęśliwym związku. Nie patrząc w ogóle przed siebie przez przypadek wpadłam na kilka osób, ale z grzeczności przepraszałam. Nagle poczułam jak ktoś ciągnie mnie do siebie, zauważyłam przejeżdżający samochód, który jakby nie mój wybawca to pewnie leżałabym na drodze. Silne dłonie chłopaka nadal mnie trzymały. Po perfumach rozpoznałam, że osobą, która mnie uratowała to Leon. Podniosłam głowę aby się upewnić. Miałam rację. Staliśmy w bezruchu wpatrując się sobie w oczy. - Dlaczego poszłaś?- zapytał łagodnym głosem. - Pomyślmy logicznie miałam wybrać pomiędzy patrzeniem jak całujesz się z tą dziewczyną, a pójściem do domu. Trudny wybór, ale wybrałam tą drugą rzuciłam obojętnie. Oddaliłam się od Dziękuję, że nie pozwoliłeś mi na spotkanie z tym dodałam. Odwróciłam się od niego. Rozejrzałam się czy nic nie jedzie, przeszłam przez drogę. Będąc p drugiej stronie odwróciłam głowę. Szatyn stał w miejscu, lecz po chwili włożył dłonie do kieszeni spodni i poszedł gdzieś. Nagle na kogoś wpadłam, w skutek czego upadłam. Podniosłam głowę tym kimś okazała się być Venessa. Wstałam z brudnego betonu i nie odzywając się wyminęłam ją. Ten dzień jest jakiś pokręcony, ale najbardziej ciekawi mnie dlaczego Leon tak zareagował na moje pytanie. ^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^* No i jest rozdział 47 xp Dzisiaj wcześniej, bo jadę na zakupy, a chciałam teraz dodać więc wzięłam się w garść i napisałam to coś xDDD nie wiem jak długość, bo pisałam bezpośrednio na bloggerze ;p Jeżeli chcecie ROZDZIAŁ 48 w piatek to ma się pojawić tutaj 27 KOMENTARZY Dacie radę. Jak zawsze w Was wierzę <3333 Dziękuję wszystkim, którzy poświęcają swój czas na komentarz <333 Bardzo kocham Was wszystkich :*** Dziękuję za nominacje do LBA trochę mi się ich nazbierało. Dziękuję jeszcze raz <333 Do następnego :*

powiedz mi coś czego nie wiem